To już nasze czwarte wspólne Święta Wielkanocne . Z każdym rokiem jest inaczej . Inaczej to przeżywa Amela . Bardziej przeżywa i więcej uczestniczy w tych wszystkich przygotowaniach ...
Koszyczek wybrała sama , pisanki robiłyśmy wspólnie , jajeczka maleńkie na gałązki wiesza , ciągle czekała aż będzie mogła zjeść baranka ... mnóstwo innych rzeczy . Pytała też co to za święta są i co będziemy świętować . Pytań sto padło . Pokarmy poświęciła razem ze mną . Całkiem inaczej przeżywała to niż jeszcze rok temu .
Święta minęły nam spokojnie , wesoło , aktywnie przede wszystkim i ciepło . Pierwszy dzień to pół dnia siedzenia u prababci Meli przed stołem , ale tam póki nie najesz się do syta nie masz prawa wstać ze stołu ... Zaraz jak tylko wróciliśmy do domu , zrobiłam kawkę i wyszliśmy na powietrze . Amela biegała i cieszyła się , że nie musi zakładać czapki . Szukała jajek i zbierała do koszyczka . Potem biła je tucząc jajko o jajko z kuzynką . Było dużo śmiechu . Piękny to był dzień .
Drugi dzień Świąt przeminął nam już cały na świeżym powietrzu już bez siedzenia przy stole , jedynie co to kawa na stolik na koło domu ... Mela jeszcze w piżamie wszystkich w domu chlapała wodą psikawką . Było śmiesznie . Zaraz po śniadaniu wyszłyśmy z domu i wróciliśmy dopiero wieczorem . Zabawy na podwórku , długi rodzinny spacer nad rzeką . Mnóstwo uśmiechów i nie mniej kadrów .
Te Święta zaliczamy do najlepszych jakie dotąd były ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz